• Wpisów:135
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:01
  • Licznik odwiedzin:34 564 / 2347 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Koleje losu. Koleje świata. Koleje świadomosci. rzekomo nic nie dzieje sie przypadkiem. Ale czy to prawda? Wszakże to my przyczyniamy sie do urzeczywistniania tak zwanego przypadku. Kierujac swoimi dzialaniami mamy wplyw na otaczającą nasz rzeczywistość, ale taże na przysżlosć. Nic nie dzieje się przypadkiem. Nic. To my maczamy w tym palce. Każde nieszczęście (odnoszące sie oczywiście do nas samych) ma swój początek w naszych czynach. Adekwatnie-powodzenie w życiu. To czy patrzysz na świat z optymistycznym nastawieniem wiąże się z rzeczywistym szczęściem w nawet zwyczajnych sprawach.

Co ja prawię. Nie mam weny na pisanie. Moja ekolwencja w chwili obecniej utopiła sie w bezmiarze... czegos tam, w czym mogla się utopić i co skutkowalo jej zanikiem. bla bla bla.

A u mnie wszystko okej. W związku ze skomplikowana sprawa na studiach wyszłam na prostą. Jutro idę na dzien próbny do pracy. Mam pelną lodówkę (!!!!!!!) i chyba jak zawsze skutecznie odstraszam każdego faceta. Demyt shit.
 

 
Trzy i pół historii. Jedna czwarta człowieka. Pół roku i sterta żalu. Kilka skrzyń niedowierzania i cały kontener pretensji.

Czy ludzie się zmieniają? Mam nadzieję. Nie umiem już być sobą w najlepszej swojej odsłonie. Sklepienie rzeczywistości coraz bardziej się obniża, moją glowę dzieli od niego doslownie kilka centymetrów. Kiedy zabraknie przestrzeni? Ki edy mój wlasny świat, prywatne królestwo uwięzi mnie w... klatce? skrzyni? grobowcu?... Kiedy się poddam?

Ten wpis ma mieć watrość motywacyjną. Nie tylko dla mnie (chociaż w głównej mierze o to chodzi), ale może i ktoś z was zaczerpnie z tego pewną radę. Nie trać życie, nie uciekaj, wyzbądź się strachu, bądź sobą. Taaak, bądź sobą, z tego już niewielki krok do bycia kimś.

Wszystko się wali. Pomalutku, małymi kroczkami, powodując, że całkowicie zaczynam wątpić w siebie.

PRACA
Na początku było świetnie. Pracowalam w jednym z droższych sklepów w centrum handlowym. Na wyplatę nie mogłam narzekać, całkowicie spełniała moje oczekiwania, nawet nad wyraz to robila. Załoga też byla fajna, szefowa po krótkim czasie zaczęła doceniać mnie i moje wyniki. Lubiłam to co robiłam. Mialam dobry kontakt z ludźmi i poczucie, że serio mogę pomóc. Zwracali się do mnie ludzie, którzy chcieli coś w sobie zmienić, niektórzy nieśmiało twierdzili, że wraz z nowym wyglądem chcieliby zyskać odrobinę więcej pewności siebie. Pomagalam. Dobierałam im ubrania, w których na prawdę wyglądali dobrze i motywowalam w krótkich rozmowach przed przymieżalnią między donoszeniem kolejnych modeli. Wychodzili uśmiechnięci. Wracali. I zawsze tylko do mnie. To było miłe, że ktoś mnie docenia.
Ale potem zmienił się właściciel. Niby moja pozycja była bezpieczna. Zagwarantowal on naszej byłej szefowej, że ekipa się nie zmieni. Przynajmniej przez 3 miesiące. Już na rozmowie kwalifikacyjnej stwierdził, że zwyczajnie mu nie pasuję i moja obecność w tym sklepie jest zbędna. Z ironicznym uśmieszkiem dodal, że żałuje zlożonej obietnicy odnośnie 3 miesięcy ochrony. Mial do mnie zbyt wiele nieuzasadnionych pretensji, bez poparcia faktami, prawda. Zaczęły się docinki na mój temat. Po dwóch dniach przeniósl mnie na obrzeża miasta. Półtorej godziny przed pracą musiałam wyjść z domu. Tyle samo zajmowal mi powrót. Jakiś problem? Ja żadnego nie widzę. Jako, że system pracy był dwa na dwa, każda z nas miala do przepracowania 16 dni w miesiącu. Ile u mnie łacznie to wynosiło? Dziesięć dni i jedna godzina. Wypłata miała być liczona od utargu. Nie jestem w stanie zgromadzić porównywalnej do reszty personelu ilości sprzedanych rzeczy, gdy brakuje mi prawie tygodnia pracy. I tak byłam dobra. Brakowalo mi niewielkiej sumy do dorównania "najslabszemu ogniwu" pomimo deficytu godzin. Wyszlo na to, że jestem najgorsza, nie umiem sprzedawać i konsekwentnie trzeba mnie się pozbyć. Jej, poprzednia ekipa otrzymała umowy próbne 3miesięczne, ja na okres niespełna miesiąca. Były w niej błędy w nazwisku, adresie i niewpisana stawka. Nie robię tego charytatywnie. Na szczęście "pensja", chociaz powinnam to nazwac groszami, zostala wyliczona prawidłowo. O nieprzedłużeniu umowy dowiedziałam się minutę przed zamknięciem sklepu w Wigilię. Dziękuję.

Do tej pory nie znalazłam pracy. Nie mam pieniędzy na jedzenie. Odlożylam sobie tylko kwotę by opłacić najem. Mam bardzo dobre CV, doświadczenie, jestem ambitna, pracowita, w pracę zawsze wkładam cała siebie, głupia też nie jestem, do tego posiadam dobrą prezencję. Umiem się wysławiać, być kulturalna i spokojnie rozwiązać każdy problem. Nikt mnie nie chce.

STUDIA

to był przypadek, że jestem tu gdzie jestem. Przyszła pani mikrobiolog. Ten rok chcialam spędzić pracując i przyszykowując się do poprawy matury. Marzy mi się medycyna. Nikt nie chciał zatrudniać osób bez statusu studenta. Zapisalam się na nabór dodatkowy. Zlożyłam papiery dylko dlatego by mnie zatrudnili gdziekolwiek. I tak się stało. Jednakże, w końcu stwierdziłam, że zalezy mi na tych studiach. Dostalam się na kierunek, szkoda zmarnowac ten rok. Da mi on dobre przygotowanie na upragnioną medycynę i licencjat. Jeżeli jednak nie dostanę się na Uniwersytet Medyczny, zawsze zostaje mi zrobienie magisterki z kryminalistyki i pracowanie w zawodzie podobnym do wymarzonego. Uczyłam się,chodziłam na wykłady i ćwiczenia w miarę możliwości, bo przeciez praca, cały etat, wiadomo. Z wykładowcami ustaliłam, że będe odrabiać opuszczone zajęcia. Zrozumieli moją sytuację. Wszystko szło ok. Zbierałam bardzo dobre oceny, dostawalam pochwały na laborkach.
Jestem nieklasyfikowana z trzech przedmiotów. Deficyt punktów:18. Maksymalny dozwolony:10.
Mój były szef miał chwile rzekomej dobroci pomiedzy ironicznymi spojrzeniami skierowanymi w moim kierunku. Będę dobrym wujkiem, napisz mi swój plan zajęć, to dobierzemy Ci grafik tak, abyś nie opuszczala za dużo zajęć, przecież niedługo sesja. Szkoda by było, gdybyś zmarnowala ten rok. Jasne, ciągle słyszalam, komentarze, że "u nas dziewczyny nie studiują". Oczywiście, jedna robiła magistra, druga licencjat, a reszta uczyła się równiez dziennie bądź zaocznie. Tylko jedna nie miała statusu studenta. Pokazałam plan zajęć. Wypisalam też terminy egzaminów i zaliczeń. Nie byłam na jednym kolokwium, drugim, kolejno opuszalam kazdy wyznaczony przez wykładowcę termin. Praca. Pani doktor, nie mogłam, akurat musiłam się stawić na te 5 godzin w pracy, w czasie kiedy bylo kolokwium... Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie, ale...
Pod koniec grudnia spędzałam w łazience w pracy przeszło godzine dziennie. Wychodziłam zwymiotowac sobie krwią i wrócić na teren sklepu.


ZDROWIE

Nigdy nie byłam okazem zdrowia, ale to raczej nieistotne. Potem się zahartowalam. Nie łapalo mnie żadne przeziębienie, zapomniałam co to ból gardła. Potem szpital. Jeden raz, drugi, trzeci, pogotowie ratunkowe przywozilo mnie z 10 razy na oddzial. Trzy i pół roku. Coraz gorzej. Diagnoza: stres. Wsadźcie ją sobie w dupę, że tak kolokwialnie się wyrażę. Potem nastąpiła era migren. Tracę wzrok na piętnaście minut do pół godziny. Bół paraliżuje wszystkie mięśnie i ogranicza zdolnośc wymiany gazowej. Zawsze gdy przychodzi, wyję jak zranione zwierzę, czasem krzyczę. Czuję jakbym odchodziła z tego świata. Zawsze tego pragnę, gdy nadchodzi ten czas. No i wymiotowanie krwią. Norma. Dlatego pogotowie tyle razy zbieralo mnie z ulicy. Zakrwiony worek kości i mięsa kulący się na ziemi i wyjący tak, jakby przeżywał najgorsze katusze świata. Dostałam leki. pomagały. Powodowały lekką bezsennośc, ale bol nie był tak silny. Nikt się nie pokwapił, by wypisać skierowanie na rezonans magnetyczny. Po co, skoro leki pomagają. A jak jest ulga, oznacza to, że diagnoza jest trafna. Migreny ze światlowstrętem. Ostatnio leki przestały działać. Całkowicie przestałam chodzić na zajęcia, bo nie byłam w stanie. Funkcjonowanie w świecie nie wchodziło w grę. Chociazby tak byle jak, aby być. O nie. Kilka dni temu zemdlałam przed wejściem na uczelnię. Przed dwoma egzaminami ostatniej szansy. Pól poradził moje ciało i utonęłam. Ten sam ból mnie ocucił. Pogotowie bylo już wezwane. Wiłam się i krzyczałam leżac na chodniku. Niemiałam siły oddychać. Utonęłam jeszcze dwa razy. Za każdym razem wybudzał mnie ból. Dostałam podwójną dawkę przeciwbólowych. Po czterech godzinach katorgi w końcu pomogły. Wszystkie badania jak najbardziej w normie. Brak podstaw do hospitalizacji. Otrzymałam w końcu skierowanie na rezonans. Pół roku. Najbardziej prawdopodobny wydaje mi się zakrzep. To tylko zakrzep. Mikrouszkodzenia w mózgu spowodowanie ciągłymi wypadkami, potrąceniami, uszkodzeniami glowy. To brzmi logicznie. Jak na razie: cierp.
Wykładowcy nie chcą uznać mojego wypisu ze szpitala. Twierdzą, że to była moja ostatnia szansa. Nie podjęłam się jej. Nie interesuje ich, że nie pojawiłam się na egzaminie z premedutacją. Zemdlałam przed samym wejściem uczelni. Dziesięc minut przed pierwszym egzaminem.

MIŁOŚĆ

Nigdy nie miałam w niej szczęścia. Jestem suką, wiem. Ironiczna, chamska i pewna siebie. Wiem, że przyciągam spojrzenia męzczyzn. Wiem, że się za mną oglądają, albo kierują ukradkowe spojrzenia w moim kierunku gdy jesteśmy w pubie, na baletach, w knajpce. Nigdy się nie zakochałam, nigdy nie poczułam chociażby iskierki. Tej najmniejszej, Tego okruszka popiołu spadającego z ostatniego papierosa na jakiego mnie bylo stać. Od przeszlo roku nikogo nie poznalam, od tego też czasu nie byłam na randce. Każdy męzczyzna który postanowił, że chce mnie poznać okazywał się, autentycznie i dosadnie stwierdzając, kompletnym idiotą. W drastycznym stopniu. Nie oczekuję super wykształconego chlopaka, który zawstydza wszystkich elokwencją i znajomością całego slownika synonimów. Chcę kogoś, z który mogłabym porozmawiał na normalne tematy. Który nie posiada jednej aspiracji zyciowej, która polega na piciu browara na ławce pod blokiem i spuszczaniu wpierdolu. Chcę z kimś pogadać o normalnych sprawach, czasem polityce, sporcie, najnowszej płycie ulubionego rapera. Powygłupiać się czasem. Nie mam wielkich wymagań. Mam wielu kolegów. Czy to coś zmienia w bieżącej sytuacji? Znam ich już chyba z dobrych kilka lat. Z czasów, kiedy wszystko inaczej wyglądało. Nie jestem fochliwą księżniczką. Gdy jestem na kogoś zdenerwowana zawsze wyjaśniam daną sytuację, dokładnie, poprzez podanie faktów, które mogły mnie zranić i motywów mojego zdenerwowania. Nigdy nie znikam obrażona. Pomimo, że jestem suką, ludzie dla mnie bliscy są najważniejsi. Gdy mają problem zawsze pomogą, mogę rzucić wszystko, by zjawić się u nich i pogadać. Jeśli nie leżę na oddziele ratunkowym w danej chwili. Wiem, że jestem suką, ale przynajmniej lojalną chamską suką.

Jestem świadoma swoich zalet i wad. Zawsze jestem fair w stosunku do ludzi, którzy również to wykazują.

Nie mam pieniędzy na jedzenie. Nie mam pracy. Zawaliłam studia. Nie mam na nic siły, z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. Nie mam nikogo, kto przytuli mnie naprawdę.

Co mi zostało? Kilogram ziemniaków w szafce, jeden pomidor, kawa, ostatnia paczka papierosów, zeszyt z notatkami, resztka honoru i moje święte zasady.

Co zamierzam zrobić? Znaleźć pracę, walczyć o studia, pozostać sobą i dalej kierować się optymizmem. Zawsze moglo być gorzej. Zawsze. Teraz czas by bylo lepiej.


Obecnie mam 20 lat. To nie jest cala moja historia.
PS. Nie chcialo mi się poprawiać błędów w pisowni. Musze teraz ratować studia, więc fanatycy bezbłędnej pisowni: zlinczujcie mnie za brak polskich znaków, ja dalej będę się czuła usprawiedliwiona.
  • awatar Pauć: Dasz radę, po Twoich wpisach widać, że jesteś osobą o dużej kulturze słowa i nawet jak bluźnisz to jakoś tak z klasą. Nie daj się, ja trzymam kciuki bo czuję, że jesteś tego warta. Jeszcze oni wszyscy będą gryźć paluchy z zazdrości, że Tobie wyszło a oni nadal są tam gdzie byli. Pozdrawiam i przesyłam dobre fluidy :)
  • awatar xredds: widzę, że mam podobną sytuację do Ciebie, ale ogarnęłam się na początku stycznia, spięłam dupę, żeby te studia jakoś poprawić i chyba dam radę. jeśli uwierzysz w samą siebie i dasz z siebie wszystko! :) powodzenia!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Długo mnie tutaj nie było, więc czas nadrobić zaległości.

Ostatnio mogę stwierdzić, że lenię się niezwykle wybitnie. Chociaż całe moje życie można nazwać promieniującym ambicją pod delikatną, aczkolwiek doskonale spełniającą swoją rolę powłoczka lenistwa, po której sprawnie krążą niezwykłe cząstki elementarne pod nazwą "mam wyjebane". Nie ogarniam mojego życia, nie wiem jaki jest dzień tygodnia i która godzina, ale wiem, że gdy robi się ciemno trzeba wyjść pić ze znajomymi a matura jest za półtora tygodnia (że tak zgrabnie stwierdzę: Qu'est-ce, putain?!, czy jakoś tak). Pracy z polskiego nie mam jeszcze napisanej, tak samo jak przeczytanych lektur, ale i tak już wiem co bym powiedziała w pracy, i chociaż nie mam zielonego pojęcia o chociażby powierzchownej fabule mojej literatury przedmiotu, to wnioski, jak i jej przebieg jest mi znany. Co? Nie wiem. Biologia i chemia to pryszcz, z cała pewnością całość materiału przeznaczonego dla rozszerzenia ogarnę w tydzień. No, może półtora. Spokojnie. Co, ja nie W... Hmm... Chyba tutaj jestem zmuszona to przemilczeć ze względów czysto niepoznajcieżetomojeicznych.

Kolejny akapit rozpocznę faktem, że wciągnął mnie świat gofrów. W swoją otchłań, a dokładniej do miski pełnej ciasta przeznaczonego do wyrobu tegoż deseru. Do tej pory nie mogę się pozbierać, by dokładnie wyczyścić moją bransoletkę, w której "pozostały pozostałości" (taa, idealnie) po mojej przyszłej pracy. Chociaż szczerze powiedziawszy, bardziej troszczymy się o mycie dosłownie WSZYSTKIEGO płynem do szyb aniżeli serwowaniu usług gastronomicznych, czyli lody, gofry i kawy. Spadła jedna jagódka? Pogotowie sprzątające już nadchodzi, najpierw trzeba zamieść, potem wymyć mopem cała podłogę, potem umyć pojemnik z którego ona wypadła oraz blat stołu, bo możliwym jest, że w trakcie swojej podroży przez sekundę miała z nim kontakt. Diamentowe standardy. Ta podłoga bardziej nadawałaby się do konsumpcji niż nasze gofry, bo to w nią wkładamy najwięcej serca. To co, że klienci czekają, podłoga musi być czysta, to co, że ten stolik był myty 4 razy w ciągu 10 minut i nikt jeszcze przy nim nie siedział, masz chwilę? to go umyj, bo szef ciągle patrzy.






Więcej na:

*http://anythingelseee.blogspot.com/2014/04/diy20-black-handbag-with-gold-beads.html*
 

 
Hm. Ostatni wpis 69 dni temu. To chyba nie jest przypadek. Chciałabym wykrzyczeć wszystko to co we mnie siedzi. Jeszcze nigdy tak się nie bałam, jeszcze nigdy tak mocno nie chciałam cofnąć czasu, jeszcze nigdy tak bardzo nie... Tyle się dzieje ostatnio chociaz mam wrażenie, że moje dni to czysta biała kartka. Za dużo na niej tego, za mało wszystkiego. Biorę się do roboty, bo mnie rozerwie.

Zostałam nominowana do LBA przez http://rogataropucha.pinger.pl/ i jest jedna rzecz, która muszę przyznać. Chyba pierwszy raz się z tego powodu ciesze, ponieważ jest to jakiś wstęp do tego, do czego zebranie się w sobie zajęło mi tyle czasu. Chcę w końcu pamiętać życie.
hmm. Dzięki!

1. Co uważasz za największe osiągnięcie w swoim życiu ?
2. Gdybyś dostała nagłego ataku inwencji twórczej i postanowiła napisać książkę, o czym by była ?
3. Gdybyś dostała możliwość wybrania jednego miejsca na Świecie i zwiedzenia każdego jego zakamarka, jakie miejsce by to było?
4. Największa Twoja wada?
5. Kupujesz prezent chłopakowi - czego na pewno nie kupisz ?
6. Dostajesz możliwość bycia na koncercie swojej ukochanej kapeli/piosenkarza/piosenkarki/muzyka żyjącego lub nie, kogo wybierzesz?
8. Film, który zrobił na Tobie największe wrażenie?
9. Kogo usunęłabyś z Tego świata ? Na przykład wysyłając na księżyc lub w inne ustronne miejsce, gdzie nikomu nie będzie zawadzać.
10. Jeżeli mogłabyś zmienić coś w swoim życiu, co by to było ??


1. Największym moim osiągnięciem jest to, że nie dałam się zdegradować do trupa.
Jeżeli walczysz, zawsze zwyciężasz, bo podjąłeś walkę.
2. Prędzej scenariusz filmowy i akurat małe ataki inwencji twórczej to moja codzienność. Byłaby to 7tomowa saga, której każda cześć w formie oraz w wydźwięku byłaby zupełnie inna. Łączyłaby je jedna rzecz: YOLO, z której powstałaby hybryda gender tworząc świat upadły, przećpany i w wiecznych wielokątach. Hiperboliczny obraz mojego życia. Jednak najpierw musi zabraknąć na ziemi alkoholu i wszystkich substancji uzalezniających, potem chaos, starania naukowców do przywrócenia ładu, mnożenie się biomasy wchłaniającej z organizmu niektóre pierwiastki i mikroelementy, koniec ludzkości, czas zacznie biec do tyłu, Maryja będzie dziwką w barze o nazwie "Kana galilejska", Jezus w białych rurkach i obcisłym topie pędzący bimber i walczący z szatanem zwinnie posługującym się płonącym mieczem pistolecikiem na wodę (mój plan dopracowania szkolnych Jasełek), kolejno wiadomo melo, się schlał, coś odjebał, to go ukrzyżowali, harlem shake na krzyżu, bo padaczka pijacka, potem zmartwychwstał z potężnym kacem (jestem ateistką, ubiczujcieeeeeee mnie). Całe wyzwalające się w tym czasie YOLO przerodzi się w wcześniej wspomnianą hybrydę gender, która bedzie nosić dumna nazwę: Marszczyciel. Przygotujcie się na lepsze rycie bani niż Salad fingers, Wojna polsko-ruska czy Poradnik uśmiechu. Jeśli Rosja to stan umysłu, to ja ich zdecydowanie wyprzedzam o jakieś 50lvl. To dopiero 4 część. Mam pisać dalej? I tak zataiłam najlepsze momenty. <buhahaha>. Koniec jest bliski, kiedy nadejdzie 7 tom. Dzień rozpusty dniem ostatecznym.
3. Las Vegas chyba, bo ostatnio jestem bardzo "lecąca" jeżeli chodzi o... tak
4. Czasem jestem tak szczera, że nieświadomie posuwam się do brutalnego chamstwa, kiedy nie miałam na celu urażenia drugiej osoby. Natomiast jeśli moim celem jest wbicie komuś szpileczki, albo topora w plecy w przędnością 120km/h, w takim razie, o dzięki wam geny! <3
5. Dezodorantu i żelu pod prysznic. Nienawidzę tandetnych prezentów.
6. Eminem. Zdecydowanie. Nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Potem mogę nawet iść do zakonu, bo przecież będę spełniona, ale w sumie po co >
7. ojojoj, nie ma siódemki
8. Dużo tego. Najbardziej lubię brutalnie prawdziwe dramaty albo filmy psychologiczne, jeden "dzień filmowy" a moja dusza czuje się jak w krainie rozpusty. Ulubieniec tego tygodnia to:
9. Po co tracić pieniądze na lot kosmiczny? Gaz jest o wiele tańszy. Jakieś 98% polityków i wszystkich idiotów. Świat by zmniejszył swoją liczebność o 3/4. Cóż...
10. Cerę! haha a tak serio to mogłabym się szybciej motywować i zbierać do działania, np. d nauki do matury zbieram się już od 3 lat a jeszcze nie zaczęłam Medycyno nadchodzę! >


To już jest koniec, nie ma już nic. Jestem już wolna, idę się spić! Peace.


Aaaaaaa. Pytania. Więc, no nie chce mi się. Sorry, taki mamy klimat.
 

 



Przez pewien okres czasu myślałam, że jestem osobą, która już zdobyła określenie swojego istnienia. Jednak ciągle pozostawało to niepełne, bezwładnie porzucone w przestrzeni, pełne strachu, obfitujące w niemoc a zarazem nieopisane pragnienie określenia. Myśląc o ogółach całkowicie zostało zatracone postrzeganie szczegółów. Ta powaga postawienia kropki nad "i" została zsunięta na tor boczny, gdzie czekała na zainteresowanie. Od czasu kiedy mój sposób myślenia opierał się na jak najzgrabniejszym wykaligrafowaniu tegoż spojnika szczyt góry ku któremu podążam określał się znakiem zapytania. Nie wiadomo było gdzie jest i jaka stromością się on charakteryzuje. więc jak mamy dążyć do czegoś, do wspięcia się na mistyczną górę, dosięgnięci szczytu, skoro nieopisane zostało czy dany wierzchołek istnieje. Nie musza go pokazywać na fotografiach, nie musi być zawarty na żadnej z map, lecz to jego miejsce w naszym sercu ma największe znaczenie, to czy potrafimy w niego uwierzyć, dosięgnąć go oczami wyobraźni, namalować, stworzyć, wyrzeźbić, pchnąć go ku istnieniu. Na to chyba przyszedł najbliższy czas. To jest najwłaściwszy moment by wyzbyć się wszystkiego co zbędne, obaw, strachu, mar przeszłości i pozostawić w umyśle surową wersję idei dosięgnięcia naszego własnego szczytu, która przy odpowiedniej pielęgnacji stanie się bardziej wartościowa niż diament.

ja nie poddam się na stracie
całe życie płynęliśmy jak na fali tak na farcie


Nowy rok przygotował dla mnie prawdziwą ekspansję przeszkód. I tym razem patologicznych odprysków skutków nie da rady zamalować jedna warstwą szarej farby pozornej normalności.



Jak się jebie, to wszystko

i gdzie jest wtedy zdrowy rozum.


W końcu zrodził się u mnie motyw do znalezienia tej kropki nad "i". Przyznam, że poniekąd było to za sprawą jednego z blogów, na którego ostatnio natrafiłam.Nie będę się rozwodzić więcej na ten temat, chociaż zachęcam do odwiedzenia.



Link podaję Wam tutaj:

http://kulturaulicykrzykiemindywidualistow.blogspot.com/




Jeżeli chcecie się przyjrzeć problemowi prokrascynacji z bardziej naukowej strony czy dowiedzieć się jak zwiększyć motywację i pewność siebie musicie koniecznie odwiedzić ten kanał:

http://www.youtube.com/user/Rozwojowiec



Mam świadomość, że większość ludzi boryka się z brakiem motywacji, niewiarą we własne siły. Myślę, że ten film powinien Wam uzmysłowić coś niezwykle ważnego. Jest on naprawdę warty uwagi i myślę, że te 20 minut będzie jednymi z tych lepiej zainwestowanych.

+ na koniec (...)





Więcej na *http://anythingelseee.blogspot.com/2014/01/czy-sie-uda.html*
  • awatar lovespam: Dzieki za te notke, odwiedze blogi i kanaly, bo w zyciu jestem mocno zagubiona jak i nie wierze we wlasne sily :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Znowu czuję się jakbym szybowała w niebycie. W chaosie nie da się myśleć, chaos jest zaprzeczeniem wszelkich zasad, wszelkiego bytu. Chaosu trzeba się pozbyć. Lecz czy da rade to zrobić, jeżeli zarówno to co nas otacza jak i my sami jesteśmy definicją chaosu. Czy mamy się pozbyć sami siebie? Czy lepiej jest starać się zniwelować chaos zawarty w naszym otoczeniu by potem prowadzić walkę z samym sobą?
Trzeba posprzątać w pokoju. Wywaliłam wszystkie rzeczy z szafy na podłogę. Tego było za dużo, by móc się tego podjąć. Najrozsądniejszą rzeczą było iść zapalić, kolejno- zatopić się w objęcia morfeusza. Po trzech godzinach wcale zbawiennego snu nękały mnie myśli poczucia winy, czułam silna motywację by coś z tym zrobić i wiedziałam, że apogeum motywu pomocy samej sobie jest teraz zbawienne i pomoże mi, obudziłam się po kolejnych pięciu godzinach. Było już za późno na ingerencje w perturbację, więc poszłam zapalić szluga. Nastał ranek. Jako, że mętlik zarówno rzeczy martwych jak i tych wydających się żywą energią podpiętą pod definicje myśli przerażał mnie swoja potęgą nasunęła mi się pewna myśli: nie ma sensu iść do szkoły, skoro mam burdel w pokoju, Tak tez zastało. Po kolejnych pięciu godzinach zaczęło mnie coś trawić od środka. Pretensje, wyrzuty sumienia? Nie, trzeba iść zapalić, a jako, że bezwład nie chciał udostępnić mi paczki fajek, którą zamknął w swoich czeluściach, koniecznym było wyprowadzenie mu wojny i prze lokowanie stajni Augiasza na moje łóżko. Znalazłam szlugi, Teraz nie mam gdzie spać. Cholera.

Dzisiaj pokażę Wam ciekawy pomysł na prezent z okazji 18. urodzin. Można go samemu wykonać, a kwota nie jest porażająca, mnie wyniosła 5 złotych na 2 modele tego typu. Niestety nie mam zdjęć "przed", "w trakcie" oraz "po", gdyż faktem oczywistym jest, że robiłam to na ostatnia chwilę i nawet w domu nie miałam czasu by zrobić sesje mojemu dziełu. Pozyskałam tylko zdjęcie jednej lalki, gdyż pierwsza nie wytrwała całej godziny na imprezie. Jakby ktoś się uparł na wersję "krok po kroku", postaram się takową zrobić.

Panie, Panowie:

Więcej na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/11/diy19-18th-birthday-gift.html*
  • awatar Edzia90: :D
  • awatar mainstream: @gość: tak bardzo tym przejęta, tak bardzo przykro. Bezsens? W takim razie z wielka przyjemnością zobaczę, co według Ciebie ma sens, a może nawet się z Tobą zgodzę (chociaz i tak jest to wątpliwe) :>
  • awatar Gość: ale bezsens, widać, że w mózgownicy masz jedynie powietrze i lubisz dmuchać łeeeee się dmuchać :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wiem, że umarłam. Chciałam zagrać w grę, ale zanim się zorientowałam, że już pędzę w wyścigu na ekranie pojawił się napis GAME OVER. I co? Wszystko się skończyło. Od tej pory szybowałam w bezkształtnym wszechbycie, nie wiem ile czasu, nie wiem co robiłam, nie wiem czy żyłam. Setny już chyba raz siadam na parapecie, zaciągam się szlugiem i myślę sobie: koniec tego dobrego. Trzeba się w końcu wziąć za siebie. Tak było wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu, wcześniej, wcześniej, wcześniej, a matura za pasem. Cieszy mnie niezmiernie ten fakt. Mogę nawet stwierdzić, że w takim stopniu jestem szczęśliwa z tego powodu, że zupełnie naturalnie woziłabym się po mieście z papierową torbą by móc na przemian inhalować się nią i dzielić się moim obiadem. Fantastycznie. Albo przesypiam 3/4 z doby albo nie śpię tydzień, co skutkuje tym, że czuję się tak jak wyglądam, a mianowicie jak pogniecione gunwo, z workami pod oczami, do których zupełnie na luzie mogłabym napakować kilogram ziemniaków. Tak, tak, tak, znowu użalam się nad moim losem i znowu aż mnie skręca, żeby napisać, że to nie jest moja wina. To prokrascynacja! Na krzyż ją! itp. itd. Ale... bądźmy realistami. Jestem jaka jestem i choć zauważyłam poprawę w moim nastawieniu do ludzi, bo nie hejtuję już każdego spotkanego typa udowadniając mu tym samym, że jest najniższą formą życia (wiem, kochana ze mnie istotka) to nie mogę z siebie wykrzesać energii, która pozwalałaby mi wykonać czynność bardziej skomplikowaną niż palenie szluga.

Jest niedziela. Pamiętam początek piątku i teraz. Pamiętam piątkowy wieczór i sobotni ranek jak wracałam do domu. Gdzie się podziała sobota? No pięknie.

Nie wiem czemu jestem takim złym człowiekiem i lubię każdemu konstruktywnie ubliżać. Nie wiem czemu lubię sobie wymyślać krótkoterminowe misje (może tylko tyle wytrzymam w postanowieniu?). Nie wiem czemu lubię grać w gry, nie wiem czemu lubię gdy mój rozmówca jest zagubiony, skrępowany czy spuszcza wzrok, nie wiem co się dzieje, nie mam pojęcia co się stało.

A teraz, odnośnie tematu o złych ludziach jak i graniu w gry: mój Halloweenowy make-up. Już się zorientowałam, że zaspałam z postem.




Więcej na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/11/diy18-halloween-make-up.html*
  • awatar Pauć: weź z tą prokrastynacją coś zrób (jak zrobisz to powiedz jak się z tym COŚ robi) i napisz książkę. PLIIIS !! Ty masz taki styl pisania, że mam czytelniczy orgazm jak czytam :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
" Zanim umrzesz upewnij się, że żyłeś"

Bo tak właśnie powinno wyglądać nasze życie, nie ograniczone tylko na jeden aspekt, lecz pełne wyzwań w każdej dziedzinie. Powinniśmy znaleźć czas nie tylko na naukę, ale pasje jak i zwykły chillout.
Nie wiem czy tylko mój własny, prywatny świat, z którego sieroty bez własnej tożsamości, z zerową ambicją, bez polotu i finezji robią dom publiczny, mogę nazwać schizopolis, czy to jest zupełna norma wyobraźamia sobie tego padołu łez przez większość homo sapiens sapiens, czy też neandertalczyków, bo jak wiadomo naukowcy nie wykluczają, że mogą stąpać jeszcze po świeciey potomkowie tego gatunku. Super, w takim razie już znam drzewo genealogiczne połowy pełnoletniej dzieciarni z mojego miasta. Tytuł w końcu do czegoś zobowiązuje... Może zamknijmy temat niższych form życia.

"Nie wiem jak Ty, ale ja śmiem twierdzić, że nałóg jest zły, bo trzyma na uwięzi."

Jako osoba zakochana w rapie, uwielbiająca twórczość Słonia, jarająca się niesamowicie jego nową płytą "DII", chociaż nie pszesłuchała ani jednego z niej utworu, bo chce to zrobić " na legalu" mając w swoim posiadaniu nowiutką płytę (tak, wiem, jestem szalona) oraz nie wyobrażająca sobie przebrnięcia przez muł tego świata bez szlugów, chociaż ostatnimi czasy spalenie całego mentola to nie lada wyczyn (powinnam rzucić to w cholerę, ale patrząc z logicznego punktu widzenia, to co ja będę robić, gdy nie będzie chciało mi sie uczyć?!) takim oto sposobem stworzyła zdanie wielokrotnie złożone, którego wykres przedstawia się następująco: (...). Fascynujące? A jakże.
Jestem osobą, która lubi fajne gadżety. A co dla palacza jest nieodłącznym wyposażeniem torebki/ kieszeni (zależy, czy mam dość pojemną kieszeń by zmieścić w niej szlugi i nie wyglądało to tak, jakbym miała fajki w kieszeni)? Zapalarkę Więc lakier do paznokci poszedł w ruch i w ten oto sposób powstał oryginalny nadruk na zapalniczce.

Więcej na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/10/diy17-dii-lighter.html
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W ostatnim czasie wydarzyło się aż nazbyt dużo. Gdybym miała to wszystko opisać to pewnie wybijając kolejne litery na klawiaturze spędziłabym miesiąc. Może nawet więcej, bo posługując się licznymi synonimami czy wyrazami niezbyt rozpowszechnionymi w naszej powszechnej polskiej mowie można manipulować tak, że każde ze zdań ma inny wydźwięk a oznacza zupełnie to samo co miliony jego poprzedników.
Poznałam kilka osób, które zmieniły lekko moje postrzeganie świata, zasady, kryteria, wymagania, plany... Od początku wakacji, chociaż mam pewność, że ciągle to MOJE życie, towarzyszy mi uczucie, że stało się ono oksymoronem tego kim chciałabym być. Przestałam żałować decyzji, bo wiem, że robię to świadomie, a z konsekwencjami będącymi następstwem tego wszystkiego będę musiała się zmierzyć. I na ta walkę będę przygotowana.
Moja postawa forever alone została lekko rozchwiana dzięki czemu pozostaną miłe wspomnienia bez względu na resztę czynników. Śmiac mi się chce, gdy przypominam sobie liczne eskapady, czy wrześniowe nocowanie na plaży w namiocie, na działce czy moim własnym ogródku pod kocem mając kilka metrów od siebie nieświadomych rodziców.
Liczne burze zaczęły omijać moje gniazdo, rodzice chyba zrozumieli, lub starają się zrozumieć, że osiągnęłam już wiek pełnoletności i należny mi się trochę wolności. Przestali mieć lub zelżały na sile ciągłe pretensje o moje późne powroty do domu czy częste wybywanie na miasto.
Chociaż wiem, że to tylko czcza gadanina, a moje ideały są na stałe wszczepione w moje superego, to ciesze się, że tak wygląda moje życie. Dzisiaj to sobie dopiero uświadomiłam. Nie jest źle, ale może być jeszcze lepiej.

No to teraz czas na kolejne DIY . Potrzebowałam jakieś czapki z daszkiem, gdy dowiedziałam się, że praca nad morzem stała się czymś realnym. Nie miałam wielkich wymagań. Wystarczyło podbicie do pierwszego stoiska na targowisku miejskim i za cenę 8 złotych czapka stała się moja własnością.
Jednak była jakaś bez wyrazu. Pod wpływem chwili wyciągnęłam farby akrylowe i nie zważając na fakt, że nie mam żadnego pędzla, który byłby dobry do malowanie cienkich linii jak i mając świadomość ich wątpliwej jakości nabazgrałam to:

Więcej na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/09/diy16-cest-loin-le-paris-cap.html*
 

 

Mogłabym się zdziwić. Gdybym chciała, ale wszystko zostało rozegrane tak, że gałki oczne wychodzące ze swych oczodołów i usta uformowane w kształt litery "O" są wręcz dziwną reakcją. Ostatnimi dniami wyczystko toczy się aż nazbyt płynnie i lekko, bez wymuszenia czy chwili postoju. Trzeba korzystać z okazji, mówią, mówili i będą mówić, niezależnie gdzie się znajdę ani w jakich warunkach. Bo zawsze znajdzie się jakiś powód, jakiś mur do przeskoczenia, za którym czeka następny level, z lepsza grafiką, wyższym skillem i liczniejszą liczbą platform. Nawet gdy siedzimy w dołku, możemy odwrócić sytuację tak, by choć trochę z niej uszczknąć. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie na end'u bez szczątkowego happy end'u.

Ostatnio dziwnym trafem zaczęłam wychodzić z domu. I rano i po obiedzie, a wieczorami to już wiadomo. Kilka ulic dalej toczy się hipisowska komuna. Wiadomo, piwko, fajeczka, trawka co dzień od Woodstocku. Nie rozumiem jak to jest wracać do domu, a wylądować w naszym wypizdówku na przeszło 3 tygodnie, bez żadnych z góry ustalonych możliwości noclegu, mieszkając tam, gdzie jest uprzejmy Pan czy tez Pani domu, bo przecież do domu kilka setek kilometrów.
Nie mam pojęcia co się stało z tymi wakacjami. Przepłynęły mi miedzy palcami. miałam uprawiać sport, uczyć się, czytać, szyć... Rzeczywistość? Codziennie czuje się pognieciona, jakby ostatnia domówka przypadała na każdy wieczór minionych tygodni. To co się tam działo zniszczyło mi skrawek jeszcze dobrze działającej psychiki. Zjechała się psiarnia (nie policja, tylko psiarnia), kibel się zatkał i zalał kilka pomieszczeń, wszędzie jak i na każdym znajdowały się przyklejone podpaski, wszędzie porozlewane piwo zmieszane z jedzeniem, goście w samych bokserkach i spodniach od piżamy zawiązanych na szyi jako krawat, urządzili sobie kacowy spacerek do kościoła, w którym będąc prosili księdza o udzielenie im homoseksualnego małżeństwa. Serio?
Kilka grilli, nowych znajomości, co u mnie jest rzeczą wręcz abstrakcyjną, i miliony przeznaczone na chlanie. Dzisiaj w nocy dowiedziałam się, że jestem zaproszona na wyjazd nad morze, bo kolega ogarnął domek za darmo. Dwa dni chlania i baletów. To co, że nawet nie znam tych ludzi, jedynie jednego kolegę, ale z chęcią bym pojechała, gdyby nie ten hajs, a skołować przynajmniej jednego Władka w jeden poranek jest rzeczą awykonalną.
Chyba jeszcze do tej pory nie doszło do mnie, że moja wypłata już nie spoczywa na dole skarbonki. Cały mój budżet znalazl sobie wygodne lokum na kontach bankowych prywatnych sprzedawców. Bo to iPhone, to airmaxy, ubrania, słuchawki, biżuteria, plecaki, Woodstock... Pieniądze zdecydowanie się mnie nie trzymają...

A gdyby się trzymały, to znajdowałyby się z pewnością w tej oto skarbonce:

Więcej na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/08/diy15-moneybox.html*
 

 

Biorę Udział w Blogerskim Rozdaniu u YourFashion.pinger.pl
 

 

Mogłabym stwierdzić, że wszystko straciło sens. Przesypianie 80% z doby, brak poczucia głodu, psychika unosząca się w stanie nieważkości. Szlug za szlugiem i nie wiadomo co dalej. Wakacje...
Nie było mnie tutaj z półtora miesiąca, miesiąc spędziłam w pracy, kolejny tydzień przeznaczony był na relaks na Woodstocku, a reszty z życia nie pamiętam. Po prostu to przespałam, przepaliłam i chociażbym ciągle zastanawiała się nad motywami takiego a nie innego zachowania skrajnie przypominającego objawy depresji to kurwa nie wiem, po prostu kurwa no nie wiem! Jestem na siebie wkurzona, ale to chyba nie ma znaczenia, bo w końcu wstałam z łóżka, w końcu moja blokada została dezaktywowana i w końcu coś robię.

Z pewnością jeszcze napisze coś o moim miesięcznym statusie kobiety pracującej, bo uważam, że takie informacje mogą się przydać komuś, kto myśli o podjęciu pracy sezonowej nad morzem.
Pewnie pojawi się tez wątek o chlaniu, jaraniu i dupy pokazywaniu - panie, panowie: Woodstock <3. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Tak jak i na wszystko.

Jest tylko jedna rzecz, którą chciałabym zaznaczyć: było zajebiście! Pomimo wszelkich narzekań, krzywych akcji i innych tego typu, pewnym jest, że dobrze zapamiętam te wakacje. Osiemnaste wakacje w życiu...

A teraz do rzeczy.

Pokażę Wam dzisiaj kosmetyczkę, czy też walizkę zrobioną specjalnie na wyjazd do pracy. Powstała z moich ulubionych jeansów, w które się oczywiście nie mieszczę i pomimo, że żal mi tyłek ściskał z tego powodu, nadal były za małe...

PO
PRZED (...)

Więcej na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/08/diy14-vanity-case-make-up-bag.html*
  • awatar Gość: jestem mile zaskoczona efektem po :D
  • awatar Do you remember...?: To z Twoich spodni?! Wow :D Czekam na kolejne wpisy o pracy wakacyjnej i o woodstocku ;)
  • awatar JaramSieRapem: świetny pomysł :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
To ja! No bo w sumie któż by inny... Nikt nie ma mojego hasła, nikt ze znajomych nawet nie wie o istnieniu tego bloga. Tak bardzo dyskrecja (i w tym momencie język polski robi potrójne salto w grobie).
Jak możecie się domyśleć, po tym, że nad morzem miałam nie mieć internetu, a właśnie piszę tę notkę, siedzę w domu! Odrzuciłam jakże cudowne możliwości rozwoju przy sprzedaży gumy do żucia za 5 złotych (5 ZŁOTYCH!), na rzecz niepewności związanej z inna pracą, której warunki po porównaniu do bycia królową poliizobutylenu (polimer z którego produkowana jest guma do m.in. Orbit) wydają się być iście królewskie. Tyle hajsu! Tyyyyyle! Może nawet nie umrę z głodu

A teraz czas na gwiazdę wieczoru (która ma zamek nie pod kolor, bo nie miałam innego, ale to szczegół, pokoloruje się ): torebka, która była wcześniej nieudaną torebką, która była wcześniej spódnicą! WTF?




Więcej na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/07/diy13-bag-with-tassles.html*
 

 
Dzisiaj przedstawię Wam krótki tutorial jak samodzielnie za kwotę 15 zł zrobić treningowe poi.

Potrzebne będą:
♠ taśma samonośna ok. 1m (pasmanteria)
♠ 2x piłka do tenisa (kiosk ruchu)
♠ 2x łańcuch o dł. ok 70 cm (Bricomarche)
♠ 4x kółko do kluczy (Bricomarche)
♠ 2x haki śrubowe z końcówką oczka- im większe tym lepsze (Bricomerche)


Obecnie jestem na etapie najprostszych tricków, ale mam nadzieję, że niedługo mój poziom będzie wyglądał tak:
Na wachlarze tez mam chrapkę, ale zobaczymy czy przeżyję starcie z poi.



Z powodów technicznych tutorial znajdziecie na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/diy12-how-to-do-poi.html*

 

 
Kolejny motyw "właśnie uciekłam przed krwiożerczą pluszowa panterą, która obdarłam ze skóry kilka wpisów temu". Tym razem czarna sukienka z rozcięciami podszyta złotym materiałem. Tradycyjnie szyta kilka godzin przed sylwestrem, lecz nie tym ubiegłorocznym, którego całego planu event'u jeszcze nie zgłębiliśmy, gdyż ciągle ujawniają się nowe okoliczności i wydarzenia, lecz tego jeszcze wcześniejszego, którego z kolei noc mogłaby jak dla mnie przestać istnieć.

W sobotę miałam okazje brać udział w *teatrze ognia* (...)
Więcej na *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/diy11-black-dress.html*
 

 
Moją obecną sytuację mogę streścić w trzech słowach: ŚWIAT SIĘ KOŃCZY. Dziękuję, do widzenia.
Zaraz, zaraz... I to miał być ten post, któremu jako zadanie przypadło zmienienie losów ludzkości? Kpina! Nie postarałam się... Więc chyba jestem zmuszona zacząć od początku...
Daaawno, daaawno temu, gdyż minęły już trzy dni od chwili gdy: dostałam pracę! Praca ta, to zresztą oczywiste, jest dla osób niezwykle ambitnych, skrupulatnych, pewnych siebie, chcących odnosić sukcesy i wozić się po wiosce porsche przy tym popijając drinka z kokosa (chciałabym poinformować osoby małoletnie iż spożywanie napojów alkoholowych, prowadzenie nie posiadając prawa jazdy, prowadzenie samochodu będąc pod wpływem odurzenia alkoholowego, czy bawienie się twardymi kokosami podlega pod paragraf 14 artykułu 352,1 odnośnie ustawy o pijanych kokosach, podlegając karze prac społecznych w wymiarze 350000000060 sekund jako pomoc ds czyszczenia kibla i prawo to będzie bezwzględnie egzekwowane). Domyślacie się o co może chodzić? Tak! Będę sprzedawcą gumy na deptaku!
Jest to jedyna odpowiedź jaka uzyskałam po rozesłaniu 15 maili wraz ze swoim CV. Czas włączyć bajerę i nakręcać koło fortuny. Jakby ktoś z Was zobaczył w lipcu na molo w Kołobrzegu, Mielnie czy też Dąbkach lub w okolicy osobę, która zawzięcie próbuje sprzedać gumę do żucia posługując się najprzeróżniejszymi podstępami i próbuje Wam wmówić, że to właśnie na TĘ GUMĘ czekaliście całe życie i to ONA jest WAM tak niezbędna w danej chwili, że aż nie możecie sobie tego wyobrazić, to będę ja Zapraszam, bo w sumie miło by było zarobić na ten chociażby jeden posiłek dziennie... :c
W sumie, kto normalny przy +30 stopniach myśli o gumie. No to zostanę tylko ja chcąca opchnąć tego jak najwięcej...




Teraz druga część(...) + zaproszenie na piwo czy lody + Woodstock + farbować czy nie farbować, oto jest pytanie
na * http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/yeah-i-have-job-tak-bede-sprzedawca-gumy.html *
  • awatar niezwyczajnie o zwyczajnym: zapraszam na rozdanie na moim blogu http://carrpediem.pinger.pl/m/19226546 :)
  • awatar Pauć: rany boskie woodstock :( jak w tym roku nie pojadę to umrę z ropaczy ... a znowu sie nie zapowiada. Już 3 rok, padnę z tęsknoty
  • awatar JaramSieRapem: gratuluje dostania pracy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Metamorfoza spódniczki, którą nosiłam będąc w wieku 6-8 lat w kamizelkę. You're welcome!
Muszę jeszcze wspomnieć o nazbyt niszczycielskiej i ratującej moje życie nowinie, która nie tylko odmieni moją kalecką męczarnie na tym padole, ale może i również Wasze życie (...)
Więcej na:

*http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/diy10-pink-waistcoat.html*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Znowu przyszedł czas by zganić siebie. Już tyle razy miało to miejsce, że chyba nie potrafię już wyciągnąć z tego żadnych wniosków. Cóż, mogę jedynie patrzeć jak sypie mi się przyszłość (bo nie prowadzę żadnych kroków prowadzących do jej najbardziej satysfakcjonującej wersji) oraz jak następuje synteza tkanek tłuszczowych zaraz nad warstwą znikomych, ale jednak istniejących mięśni. Niektórzy twierdzą, że piwna oponka to tez mięsień, więc dostałam to, czego oczekiwałam? Przynajmniej wynika jeden plus z tej sytuacji. Życie obdarzyło mnie naturalnym wzniesieniem idealnym to podtrzymywania tacy z żarciem. Hip-hip-hurra! (...)


Czytaj więcej: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/diy8-peace-necklace.html*
 

 
Pomimo, że w okresie w którym powstała ta torebka, panterka kojarzyła mi się z wytapetowanymi, tępymi plasticzkami, to o zgrozo, stanowiła mój ulubiony dodatek do czarnej bokserki i granatowych jeansów. Szyta również z nożem na gardle, bo chyba nic tak nie motywuje jak DEADLINE. Cóż... Wieśniacka, futerkowa spódniczka z sh, przemieniała się w, dla niektórych również wieśniacką, futerkową torebkę. Przynajmniej sprawdzała się genialnie jako poduszka na przedmiotach niezwykle ciekawych i interesujących, których synonimem mógłby zostać ciąg liter: Zzzzz... Skupiając na niej wzrok można odnieść wrażenie, że jej właścicielka stoczyła morderczy bój z pluszową panterą po czym obdarła ją ze skóry. Mordować pluszaki, a to bestialstwo!


Zobacz więcej na: *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/06/diy7-wild-bag.html*
  • awatar Pauć: jeden Twój krótki wpis a ja już mam lepszy humor ... uwielbiam Twój styl !! Sikam ze śmiechu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Znowu przypominam, bo stwierdziłam, że sukienka ta powinna się znaleźć również na blogspocie

Zobacz więcej na : *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/05/diy6-cobalt-dress.html*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie zawsze życie toczy się tak jakbyśmy tego chcieli. Na naszej drodze spotka nas wiele dziur i pagórków, których ominiecie niejednokrotnie będzie graniczyło z cudem, a to czy damy radę zależeć będzie jedynie od nas samych. Niektórzy potkną się na najprostszym odcinku, natomiast inni będą dumnie wspinać się po stromej ścianie przepaści. Teraz musicie wejrzeć w głąb siebie i potwierdzić, że mimo przeciwności dacie radę kroczyć wyznaczoną przez was ścieżką. Gdy zapadnie decyzja będzie już za późno na cofnięcie jej czy chociażby zatrzymywanie kroku, więc zastanówcie się czy watro. Poddacie się czy zaczniecie walczyć? Jeden prosty wybór...

Mogłabym rzec, że fala inspiracji mnie zalewa. Tylko co z jedynie spisanych na kartce pomysłów jeżeli ich realizacja w najbliższym czasie nie ma prawa bytu. Szukajcie a znajdziecie, czekajcie a będzie Wam to wynagrodzone. Mam nadzieję, że nastąpi to wkrótce.

A tymczasem coś, z czego niesamowicie się cieszę!

Czytaj dalej *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/05/wiedza-to-potegi-klucz.html#more*
 

 
Znowu zaczynam podejście do diety. Dzisiaj ostatni raz poczułam smak lodów aż do końca roku szkolnego. Później zobaczymy jak to będzie. Wracam też do tańca, bo nic nie dawało mi tak genialnej okazji by się wyżyć jak break dance. Wiadomo, trzeba najpierw zrobić siłówkę, wytrzymałość i rozciąganie by móc coś od nowa kombinować, ale *damy radę bo to leży w naszej naturze!*
Dni bez fajek: 2
Dni ćwiczeń na pupę: 5
Dni ćwiczeń na brzuch: 5

Głupio tak zaczynać od nowa i od nowa, bo to nie świadczy za dobrze o nas samych: że jesteśmy za mało wytrwali, słabi i taka sama mamy wolę.
+ hmm... wyfotoszopowana ja
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Jest smutno, pusto, źle, beznadziejnie, ale jest bal. I nic oprócz tego się nie liczy. Wszystkie emocje uleciały gdzieś daleko, a Ty z całych sił chcesz je zatrzymać. Lepiej daj im odejść. Bo Stefan patrzy. Chwyć kolejna zimna puszkę i do zobaczenia rano. Kolejnej już nikt nie będzie pamiętał.

A co dalej? *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/05/diy5-stefan-pomocnik-mikoaja-maskotka.html*
 

 
Tak w temacie:

Już dawno miałam dodać te zdjęcia, ale brak czasu, lenistwo czy poczucie, że muszę zrobić coś ważniejszego od tego, kończące się zazwyczaj gapieniem w ścianę zawsze wygrywało. Ale w końcu dałam radę. To co, że od 22 lutego minęło trochę czasu, to zupełnie nic nie znaczący szczegół. Ani trochę. Ale może trochę jaśniej. 22 lutego mieliśmy klasowa wycieczkę do palmiarni i na poznańskie targi. Zdjęć jest baaardzo dużo, ale ja wybrałam tylko niektóre, które jakoś się prezentują. Musze jeszcze nadmienić, że zostały one wykonane aparatem z telefonu, więc jakość no nie powala. Ale z jakim poświęceniem zostały one wykonane. Sesja fotograficzna trwała pomiędzy krzykami zdenerwowania "K***a, znowu telefon się rozładował" a radości "Tak! Jedna kreska!", a takich serii chyba nie potrafię zliczyć. Ej, ale jak na 5Mpx to całkiem nieźle jest nie? Szczególnie podoba mi się pierwsze zdjęcie, jest z nich wszystkich zdecydowanie najlepsze i chyba jedyne warte uwagi.

Tak więc ten tego ekhem, leeeejdis end dżentelments, mam zaszczyt przedstawić rozpikselowane zdjęcia pochodzące z małej wystawy akwarystycznej w poznańskiej palmiarni

Reszta zdjęć na *http://anythingelseee.blogspot.com/2013/04/one-pound-fish.html*
 

 
Chyba w końcu dowiedziałam się co bd zamieszczać na obu blogach Pinger pozostanie jak do tej pory do moich przemyśleń i gorzkich żali, natomiast na blogspocie miejsce znajdą głównie #DIY, recenzje, które na razie są w wersji roboczej jak i postaram się coś napisać o odżywianiu oraz ćwiczeniach. Jak na razie, jak pisałam w poprzednim poście albo i nie moja przygodę na blogspocie zacznę od odświeżenia starych diy i opublikowania tych, którym z powodu lenistwa nie chciało mi się robić zdj. Wybaczcie
tak więc *http://anythingelseee.blogspot.com/* i tyle w temacie
 

 
Usunął mi się wpis. Rozpisałam się na dobrą stronę a4 i już mi lepiej. Może nawet lepiej, że to wszystko znikło.
Kiedy widzę liczbę pojawiającą się na mojej wadze mam ochotę wcisnąć się w kąt i rwać włosy z głowy. No ja wiem, ze prawdopodobnie tarczyca i te inne duperele, ale niech nie przegina! To ja tu jestem bossem, nie ona ;>! Ćwiczę, jem zdrowo i mam nadzieję, że wszystko poleci niedługo w stronę zmiany. Bo to jest logiczne i innej opcji plan absolutnie nie przewiduje.


Założyłam w końcu blogspota, taki nowy start wraz z konfrontacją z rzeczywistością oraz tym co było oraz tym co nieuniknione.
jakby ktoś chciał zobaczyć ten tego to

http://mainstreamcdn.blogspot.com/
  • awatar Lost Fallen Angel: wybacz, ale absolutnie się z tobą nie zgodzę. Nawet pani Chodakowska ostatnio mówiła w kawa czy herbata, albo innym pytaniu na sniadanie, żeby wyrzuć wagę i zacząć się mierzyć. to normalne, że waga idzie w górę przy ćwiczeniach. pod warunkiem, że zachowujęsz zdrową dietę, bo nie oszukujmy się - inaczej rzeczywiście będziesz tyć. Do pewnego momentu waga rosnie, potem się zatrzymuje a figura pozostaje idealna :)
  • awatar Lost Fallen Angel: jeśli ćwiczysz, rozwijają się mieśnie- które ważą! więc nie martw się skokiem wagi, jest to calkowicie normalne. Przestań się ważyć, zacznij się mierzyć. zobacz: http://makingthematrix.files.wordpress.com/2012/12/2529_1kg_fat_vs_1kg_muscle_700.jpg?w=460 kilogram tłuszczu i kilogram mięsnia, porównanie wielkości. Nie załamuj się! :)
  • awatar Slimm&healthy♥: też chce założyć! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Szare masy toczą hipokryzję z pyska. Czy Ty jesteś inny? Od zachodu po wschód kłamstwo wije się jak robactwo. Spowija plamiące się świętością grządki, których nikt już nie ma czasu plewić.
Dzisiaj byłam w kościele. Czcza gadanina, która dla zbyt wielu traci sens. Czy tak powinno być, że ludzie tracą ideały wpajane od dzieciństwa na rzecz pustych i bezsensownych aspektów życia. Nowa moda, a może to technologia zastępuje im wspominane wcześniej ideały. Po co nam Bóg skoro internet jest ogólnie dostępny? Jeszcze nigdy nie widziałam takich pustek w sanktuarium moherowych beretów. Z jednej strony karygodne, natomiast z drugiej tak dobrze ich rozumiem. Moja wiara rozsypała się już jakiś czas temu. Stworzyłam kanon swoich własnych praw, przejaw wiary i braku jej, za która każdy gorliwy katolik z chęcią wyzwałby mnie od ateistów. Po co manifestować swoja wiarę, skoro sceptycyzm jej dotyczący jest zbyt ogromny? Czy prawdziwa rozmowa z najwyższym powinna się odbywać w sercu czy w Kościele? A gdy poddamy jego istnienie w wątpliwość, wszelka gorliwość w modlitwie, która na pozór się oznaczamy traci sens. W kościele spędziłam może z 6 minut a zaraz po świeceniu udałam się do domu. Trzeba przecież podtrzymać tradycję. Bo ona jest niezmienna w przeciwieństwie do wiary. Mimo wszystko nie chcę wyobcować się z tradycji, która w moim dziecięcym sercu zajmowała ułamek miejsca, lecz na razie pozostaje ona puste tradycja, zwykła powinnością, bo tak trzeba, bo tak było i być powinno, nic więcej. Czy to z szacunku dla dawnych wierzeń czy z braku chęci wyobcowania podczas rodzinnych wieczerzy nie ma sensu tego zmieniać, bo ludzie na pozór są szczęśliwsi, chociażby maska opływająca miłością oraz szczęściem, którą przywdziewają na ten okres taka się wydaje. Tez jestem hipokrytką, bo nie umiem się określić a tradycja nie jest wymówką. Więc albo jesteś z nami alb przeciw nam, czyż nie? Nie wiem jak inni to sobie tłumaczą, lenistwem czy wygodą, ale ja jestem zagubiona w dążeniu do swojej własnej prawdy, której epigramatyczny uchyłek niechybnie uda mi się kiedyś odnaleźć.
 

 
Tak sobie myślę, że to wszystko jest beznadziejne. Tyle sobie obiecywałam i wyszło z tego jedynie tyle, że aż wylądowałam na pogotowiu. To poczucie winy mnie zabija. A ja bym tak bardzo chciała się zmienić. Chyba aż za bardzo. Mogłabym znowu zając się parafrazowaniem, budowaniem wymyślnych przenośni i niezrozumiałych epitetów, ale po co skoro to nie daje żadnego rezultatu... Wypunktowałam sb rzeczy na których zmianie mi zależy. Wyszło mi 60 punktów i to nie było w formie równoważników zdań a zawierało wyłącznie kilka wielokrotnie złożonych. Tutaj wszystko jest nie tak. Już wiem co muszę zrobić, tylko należy postawić pytanie JAK? I odpowiedź na nie jest jak na razie poza zakresem moich zdolności. Mimo wszystko chce się starać. Chcę w końcu zrobić coś.

Moja waga sięgnęła apogeum. Wynosi teraz 68 kg i powiem szczerze, że jeszcze nigdy nie udało mi się takiej masy utrzymać przez 3 miesiące tzn. przekraczającą moją "standardową wagę" którą zawsze w czasach niedoli przybierałam tzn. 64 kg. I na pewno to nie mięśnie! ;P Wiem, teraz z racjonalnym odżywianiem wszystko się posypało i trzeba to naprawić. I malutkimi kroczkami do celu. Najpierw naprawić jedno, potem zabierać się za drugie.
jakoś dodaje mi to wiary
  • awatar Gość: zapraszam do siebie, sprzedaję ubrania, kosmetyki i dodatki!
  • awatar JaramSieRapem: czemu na pogotowiu wylądowałaś? :< powodzenia z tymi wszystkimi postanowieniami ;p
  • awatar Blondynka na obcasach!: Twoją dewizę zatrzymam chyba również dla siebie :D jeżeli zepsuć to za darmo :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Waga stoi pomimo wypluwania płuc i spożywania głownie tego, czego komórki ochrania ściana komórkowa, pomimo łącznie 5-dniowego postu z dwoma przerwami kiedy to mój żołądek nie przyjmował żadnego pokarmu, a potraktowany na chama skutecznie się buntował. Kocham mieć problemy z żołądkiem... Ale teraz już jest normalnie, może to była grypa żołądkowa? Albo coś innego... Mam wrażenie, ze od ćwiczeń przybywa mi jeszcze więcej tłuszczu, co wcale delikatnie uświadamia mi mój centymetr. Nie mogę się doczekać aż minie cały ten zapierdziel i wypowiem wojnę komórkom tłuszczowym ja wraz z skakanką.

___________________________________________________________________
Czysty idiotyzm, że gonimy za czymś co jest najwyraźniej dla nas nie do spełnienia. Wydaje nam się to rzeczą błahą, jednakże jakiekolwiek postępy w tej dziedzinie są znikome, jeśli by nawet nie równe zeru. Jesteśmy pewni, że wtedy dopiero będziemy szczęśliwi, jednak co wtedy, gdy tak się nie stanie? Gdy rzeczywistość, na którą pracowaliśmy tyle czasu nawiedzi wątpliwość i niezadowolenie z jej posiadania. Co się stanie, gdy uznamy, że przed modyfikacja było lepiej? Porzucić wszystko do czego doszliśmy i wrócić na zwykłe pstryknięcie palcami czy dalej trwać w wymuszonym poczuciu Edenu? Możemy podjąć ryzyko, ale czy się to opłaci? Czy zostaniemy wtedy wynagrodzeni szczęśliwą kartą? A jeśli nic nie zrobimy to jak wiele stracić jesteśmy w stanie. Czy można stracić coś czego nie posiadamy? Czy rzekomy rajski ogród pozwoli wzrosnąć naszym wymaganiom i będziemy gonić za spełnieniem coraz bardziej wygórowanych planów i ambicji już do końca? Dlaczego nie podejmujesz ryzyka chociaż bardzo tego chcesz?
Odpowiedzi jest za mało na tak wiele pytań.
 

 
Dobra, znowu mam niesłychana ochotę wyżalić się jaki to ten świat jest zły a ja jeszcze gorsza. Wszystkie plany ambitnie zawalone az się pochorowałam. Od dwóch dni nic nie jadłam, znowu spać nie mogę, ale serio jest epicko. Mam fajki i tylko one chyba trzymają mnie w ryzach bym nie wpełzła pod kamień i tam zgniła. Serio, jestem przerażona tym co jest i tym co ma być jutro. Ogólnie wszystko obecnie przyrównała bym do mary dzieciństwa jeśli bym taka posiadała. Już nie mam pojęcia jak wybrnąć z tego całego chaosu, a mnogość metafor jakie mi się nasuwają podczas opisywania moich odczuć również nie pomagają. Ale dam radę, cholera jasna dam! Tyle już razy dawałam to czemu teraz miało by być inaczej?

zakupy kosmetyczne z ostatnich dwóch miesięcy
lakiery ze sklepy w stylu "wszystko po 3 zł" za 2,50
genialne maseczki, napisze o nich coś więcej, Biedronka, 2 zł chyba
H&M, 7zł
Rossmann, 10zł
Textil Market, 3 zł
#diy, niestety ze złotego koloru po miesiącu stał się brzydki odcień miedzi z domieszką niklu(?) nie mam pojęcia. wiem, że biały lakier pozaciekał od wewnętrznej strony, muszę go zmyć
kupione w stradiwariusie, za 15 zł chyba, były 3 pary: srebrne, złote i w odcieniu brązu, niestety złote mi się zgubiły i postanowiłam te brązowe spryskać złotym sprayem, hmmm... żałuję
zwykłe diy
diy, łańcuch choinkowy + mulina + pękacz i zwykły lakier
New Yorker, 3 zł
diy
diy
H&M, 10 zł
House, 10 zł
House, 5zł
Cropp 10zł
kolejny spray, bo kolor się zdarł, zobaczymy ile wytrzyma
  • awatar creativediy.ovv.pl: mam ten pierścionek z Hausa (ten z czachą) :) ja go dorwałam za 3,99zł :D tu o nim pisałam -> http://owocek.pinger.pl/m/17095395
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zadziwiające, jak bardzo można się rozpisać na z pozoru prosty temat. Czy mnogość metafor ma związek z tym, że nie potrafię nadać problemowi imienia, oswoić go i sprawić by pozostawał pod kontrolą? Tak, sądzę, że to jest powód. Przynajmniej mój język literacki rozkwita. Cóż, we wszystkim trzeba umieć dojrzeć plusy. Ciekawe na jak długo będę w stanie utrzymać moje postanowienia... Może to być jeden dzień, dwa, albo godzina czy tez jej polowa. Chce to sprawdzić. JESTEM PERFEKCJONISTKĄ. Co prawda borykam się z wrażeniem, że "dana chwila nie jest moja chwilą, by wszystko wyszło idealnie" przez co odkładam wszystko, by znaleźć ten właściwy moment. Postaram się zrobić wszystko zgodnie z planem, by mieć czas na te niezaplanowane rzeczy. Nie brzmi chyba jeszcze obsesyjnie, hmmm? Wydaje mi się, że nie. Co zabawniejsze, jestem pewna, że mi się uda.
No to co?
2 tygodnie
czas start!
 

 


Przeginam...

Chyba za bardzo się gubię. Zbyt często uciekam w sferę ideałów, a zderzenie z rzeczywistością odciska na mnie swoje piętno. Nie wiem co jest prawdziwe a co ucieczka w krainę marzeń, co godne spełnienia a co bezwartościowym złudzeniem. Co prawdą a co fałszem, co jest mną, a co jedynie tekstem wybijanym na klawiaturze w rytm cichych westchnień.

Uwielbiam, gdy spokojna noc nadchodzi, uwielbiam myśleć, robić bilanse strat i zysków, słuchać motywujących przysłów i nic z tym nie robić. Zapalam papierosa, gdzieś w oddali karetka na sygnale do kogoś spieszy, ostatnia godzina, ostatnie wersy czyichś wierszy osnute mgłą niepewności, obraz z krwi i kości, a ja ponad tym. Szybuję w gwiazdy i spadam, brutalna fatamorgana. Ktoś powiedział, że tylko chwile są zlotem, życie to narkotyk, życiowy sceptycyzm choć czarno na białym, że życie spieszy i nic zatrzymać go nie zdoła. Widocznie to moja wola, że myśleniem się trudzę, wspinam się po śliskiej rurze by spadać. Poczucie niespełnienia mną włada, więc spadam. Wiem, że to co teraz jest tym obecnym, powinniśmy się cieszyć a nie okazję wietrzyć by chwalić się swym męczeństwem. Zabić drozda, bo jest innym od nas samych, dziecięce mrzonki w ciele jednej i tej samej osoby, masowe groby wad i niepowodzeń, budowy kolejnych są już w drodze, lecz to wcale nie oznacza, że kolejnego rajskiego gaju strata nas jutro czeka. Życie czekać nie znosi, o wykorzystywanie okazji wciąż prosi, więc nie pozwólmy mu dłużej już czekać.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Znowu natłok myśli nie pozwala mi się skupić... Bezsensowny wyścig do sedna i ja jako jedyny jego członek. Więc z kim walczę? Z sama sobą czy natłokiem myśli, które jakby są oddzielnym organizmem czy tez bytem, który za zadanie objął sobie walkę z tym czym jestem, który obowiązek swój spełnia niemalże perfekcyjnie. Znów nawiedza mnie niechlubne uczucie, że coś zgubiłam po drodze. Możliwe, że to to czym jestem leży gdzieś zmięte na drodze i próbuje się pozbierać po wypluciu przez monstrum emocji. Niewykluczone, że to tylko skrawek mnie i po amputacji odpowiednich stanów psychicznych oraz emocjonalnych stanie się niemalże identyczne z pierwowzorem jednocześnie będąc zwykła atrapą. Nigdy nie pojmę chyba tego kim jestem, a zastanawianie się na tym wcale nie pomaga. Sprawia to tylko, że zagłębiam się coraz bardziej, brnę dalej do wyjaśnienia sprawy, podążam drogą podczas której spotykam zbyt wiele znaków zapytania by móc zbliżyć się do odpowiedzi ale też poddać się i zawrócić. Jestem w ślepym zaułku jednakże poprzez mrok rzeczywistości da się dostrzec smugę zbawiennego światła. Rozszczepia się ono na dwie części. Jedna z nich kreuje ścieżkę górą, prowadząca w stronę słońca, które napawa optymizmem i nadzieją, druga drąży tunel pod ziemią, gdzie słonce celowo ukrywa swoje oblicze a strach i niepewność jest częstym gościem. Którą byście wybrali? Już wiele razy utwierdzałam siebie w przekonaniu, że powiedzenia "po trupach do celu" odzwierciedla moje nastawienie do życia. Jednakże, trzeba tu dokonać małej modyfikacji: Po moim trupie do celu, albo tez bardziej kolokwialnie: usram się, a nie dam się. Wybrałabym podziemny tunel, ścieki, zapomniane kanały. Czemu? Wszystkie negatywnie kojarzące się elementy tejże scenerii są metaforą tych cech, które wolałabym pozbawić dostępu do mojej podświadomości. Brnąc przez szlam uczymy się wytrwałości, kieruje nami motywacja by w końcu ujrzeć światło, chłód, ciemność oraz potencjalne niebezpieczeństwa pozbawiają życia lenistwo oraz strach, chwile przeżyte pod powierzchnia sprawiają, ze bardziej doceniamy te na powierzchni, jesteśmy w stanie docenić to do czego sami doszliśmy poprzez wiele nieprzespanych nocy i litrów potu wylanych siedząc nad osiągnięciem celu. Nie chce uzależnić mojego życia od orła i reszki. Cenie sobie ryzyko i spontaniczność jako procent życia,jednakże nie jako jego definicję. Chcę docenić to co osiągnęłam, ale chyba jeszcze nie umiem... Dzisiaj popełniłam kolejny błąd, jutro tez go popełnię. Nie wiem ile jeszcze okresów niepewności i poczucia winy musi minąć by zniwelować go, by uśmiercić w taki sposób, aby pozory krzyczały, to zdarzyło się naturalnie, tak po prostu. Ile? Nie umiem osiągnąć wyznaczonego sobie celu, nie umiem sprawić by dobro zatriumfowało nad złem, bo czy to nie ironia, gdy zamachowiec oddaje strzał z pistoletu na kulki?
jestę gangstę
zaraz się rozklekocę, znowu... gdzie są moje fajki?!
 

 


Znowu brakuje jakiejś iskry. Kolejny zły wybór ponownie. Czemu nauka na błędach przychodzi z takim trudem? Nie pojmuje tego... Zapalam się wewnątrz i gasnę, ogień zostaje samoczynnie wzniecony by za chwilę zostać stłumionym przez... popiół?


zakupy part 2.

Bierdonka, 25 zł
Deichmann, 50 zł
New Yorker, 99 zł
prywatny sklep, przeceniona o 55% z 98 zł
prywatny sklep, 18 zł
terranova, przeceniona z 40 zł na 20 zł
tally weijl, ze 130 chyba na 50 zł
sh, primark, 3 zł
sh, gap, 2 zł
sh, adidas, 10 zł
sh, 1 zł (jeszcze nie wiem co z nim zrobię, ale jest )
sh, 1,30 zł
sh, 3,70 zł (z racji tego, że nie podoba mi się kolor -przerobię jak znajdę czas i chęć do ruszenia tyłka oczywiście)
sh, primark, 4,50 zł
sh, new look, 6 zł (planuję z ta bluzą 2 #DIY bo krój mi niezbyt pasuje)
sh, primark, 0,70 zł
sh, 2 zł (dekolt już odcięłam, bo znajdowała się tam niespieralna plamka, teraz tylko jakoś estetycznie wykończyć)
sh, esprit jeans, 5 zł (muszę trochę zwęzić, bo w barkach jest na mnie za szeroka)

hmmm...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Już dawno temu miałam dodać jakieś normalne zdjęcie sukienki którą uszyłam na połowinki a wyszło tak, że dopiero 113 dni po imprezie mogę ja zaprezentować w miarę ogarniętej formie.

przypominam wpis: http://elenshw.pinger.pl/m/15194938


najlepsze zdj jakie udało mi się znaleźć, na innych wije się jak jakiś wąż albo odstawiam pokaz na słupie , więc musicie wybaczyć, że samojebka
  • awatar ChudaMaruda: http://allegro.pl/farby-farba-do-tkanin-jedwabiu-bawelny-25ml-i3015187254.html ;) Sama się uczysz szyć? Kurczę, też bym chciała się w takie rzeczy pobawić, ale narazie uszyłam tylko poszewkę na poduszkę xD Średnio wiem jak się do tego wszystkiego zabrać. Twoja sukienka jest cudowna :)
  • awatar JaramSieRapem: świetna sukienka, podoba mi sie :D
  • awatar mainstream: @beatja: hmmm... strasznie nie lubię bawić się w sesje oraz nie mam w sumie jak zrobić tych zdj (brak pomocnika, albo jakiegoś dogodnego miejsca)więc ciesze się, że zdobyłam się chociaż na takie poświęcenie :) ale zobaczę jeszcze czy uda mi się przełamać moją awersję
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 


Za mną najlepsza impreza na jakiej dotąd byłam ! Pierwsze 4 godziny na pełnej, 20 kolejek za mną, pól paczki fajek puszczone z dymem (nie wiem jak to się stało ale wcale mnie nie kopnęło, zupełnie jakbym wypiła tylko jedna kolejkę ;o), tona jedzenia i o dziwo dzięki tabletkom na wątrobę mogłam spokojnie hasać przez cała imprezę bez żadnych dolegliwości, palenie po studencku i chyba wiadomo czym to się skończyło, pierwszy raz całowałam się z dziewczyną ;o dobra, lesbijską przygodę mogę odznaczyć na mojej liście xDDDDDD Anyway... Naliczyłam 11 testów w tym tygodniu, nie no, ja polegnę, zdechnę od tej nauki, pomijając fakt, że pierdolnięcie nam tylu kartkówek i prac klasowych w ciągu 4 dni jest niemoralne! Liberum veto! Dobra, przestaje skomleć bo na nic się to nie zda. Trzeba to zaakceptować gdyż wszelakie apelacje nie maja sensu.

Zakupy z ostatniego miesiąca part 1. ri.pinger.pl/pgr209/a9e3bce20001b2f35121299c/SDC10002.JPGri.pinger.pl/pgr260/d4d455db001d1318512129de/SDC10100.JPGri.pinger.pl/pgr110/b8fd18f70017ccc651212a0a/SDC10022.JPG
+ #diy łapacz snów, kolejny...
  • awatar eweLinka =): "Złodzieje nieba" fajna książka, miło się czyta, cudna historia :3 Znacznie fajniejsza niż "Kod Leonarda da Vinci"
  • awatar Hermanitas: fajny blog :) zapraszam do nas :) jeśli Ci się spodoba, miło by było gdybyś dodała nas do obserwowanych :) zapraszam również na http://dominikalicious.blogspot.com pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znowu się zaczyna... Druga nieprzespana noc za mną i nie zbiera się na to by i tym razem podążenie ku krainie morfeusza przebiegło bezproblemowo. Przynajmniej mogę spać w dzień, niby 2-3 godziny a niesamowicie dużo mi dają. Muszę znaleźć coś, co pozwoli mi się zrelaksować. Myślałam nad jogą, ale zacznę dopiero na dniach, bo dzisiaj pozostała mi jeszcze matma do zrobienia (i kilka fajek do spalenia, bo nerwy nasilają bezwarunkowe skurcze mięśni moich rąk). W piątek mam wizytę u jakiegoś psychologa od emocji, jakie to idiotyczne. Szczerze wątpię by to cokolwiek pomogło, jednak iskierka nadziei jest. Zawsze była zresztą i nie jestem pewna czy w moim przypadku wiąże to pomyślne nadzieje. Czuje się niesamowicie niestabilnie. Jakbym zaraz miała się rozpłakać, paść na podłogę i pozwolić łza płynąć aż do stanu absolutnego odwodnienia jednocześnie na tyle silna by zacisnąć pięści i dać radę, udowodnić sobie przede wszystkim, że można, bo można. Nie wiem czemu tak dobrze się czuję, gdy substancje smoliste wypełniają mi płuca. Jakoś na jesieni paliłam dzień w dzień przez dwa miesiące. Lubiłam wtedy bazgrać na szlugach słowa typu silna wola, szczęście, radość, optymizm, motywacja i wmawiałam sobie, że wraz z nikotynom uzupełniam poziom wartości w życiu. I wiecie co? Działało. Rzeczywiście działało. Chociaż po wypaleniu moich cudownie chujowych samoróbek dostawałam palpitacji całego organizmu czułam się stabilnie, nie chce tego powtarzać, nie uzależnię się, bo nie tędy droga biegnie, aczkolwiek czasem można sobie pozwolić na drobna pomoc.



"Gwiazdy wokoło twojej głowy – pod twoimi nogami fale morza – na falach morza tęcza przed tobą pędzi i rozdziela mgły – co ujrzysz jest twoim – brzegi miasta i ludzie tobie przynależą – niebo jest twoim. – Chwale twojej niby nic nie zrówna." - Nie-boska komedia



ri.pinger.pl/pgr415/8a77f452002c5403511acaca/380967_179934948813761_1856729452_n_large.jpg ri.pinger.pl/pgr418/9e70946000016b29511acb29/e65cc77b00016b2950be673d.jpgri.pinger.pl/pgr176/e7f3ddd70001969e511acb7b/Kwejk-rz%C4%85dzi-i-dzieli.pngri.pinger.pl/pgr373/7fdb58e2001b3666511acbac/3987_8110.jpegri.pinger.pl/pgr117/372942d40007c18e511acbc6/13.jpg
  • awatar JaramSieRapem: :( będzie dobrze :*
  • awatar lovespam: Polecam joge z calego serca. Juz jeden maly zestaw figur rozluznia. Ja lubie sobie robic powitanie slonca,swietnie mi dziala na kregoslup i w ogole, jakas moc w tej jodze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›